- Tak, jak mówiłem, Pszczela Łapo. Klan Gromu jest agresywny i nieobliczalny, pełen egoistycznych i zbyt dumnych kotów. Tylko dlatego, że kiedyś mieli w swoich szeregach legendarnego Ognistą Gwiazdę - westchnął starszy kocur. - A Klan Cienia traktują najgorzej. Zgadniesz dlaczego? To proste.
- Tygrysia Gwiazda? Ale... Przecież on wcześniej był Gromowiczem! - krzyknęła zdumiona kotka.
- Właśnie! Powinni lepiej wychowywać swoich, tak, żeby ich kociaki nigdy ich nie zdradzały! Ich małe, Gromowe móżdżki wolą zwalić winę na kogoś, niż przyznać się do błędu! - Warknęła Ogniste Skrzydło. - Mówiłam, idziemy! Nie ma czasu do stracenia, musimy coś z nimi zrobić. - Splunęła i pobiegła sprintem w stronę Obozu. Traszkowy Ogon odprowadził ją smutnym wzrokiem, po czym westchnął ciężko.
- Poprzednim razem też się tak zaczęło. Tylko wtedy Grzmiąca Gwiazda o niczym nie wiedział, a po uświadomieniu go, jak rozpuścił swój Klan zdławił tą całą małą rebelię. Ale w końcu i on musiał umrzeć. Teraz Modra Gwiazda zajął jego miejsce, znów się zaczęło. Tylko tym razem ich Dowódca popiera wypady na nasz teren... - miauknął zrezygnowanym tonem. - Trafił ci się dobry, ale porywczy i wymagający mentor, Zajęcza Łapo. Zdecydowanie nigdy nie osiągniesz pełni wymagań Ognistego Skrzydła. Żaden jej terminator nie osiągnął. Chodźmy. Wciąż musimy obejść terytorium, a teraz bardzo się wam to przyda. Niedaleko zaczyna się jezioro. Coś jak duża kałuża.
Szary kocur machnął ogonem w przyjacielskim geście i szybkim truchtem ruszył naprzód. Kotka i jej, nieco urażony słowami mentora Pszczółki, brat popędzili za nim dziarskim krokiem. Chwilę później ukazał im się wielką, wielką, jak to nazwał ją Traszkowy Ogon, kałużę.
- Oh! - krzyknęła cicho Pszczela Łapa widząc tyle wody w jednym miejscu. - To nie jest MAŁE! Żadna kałuża, którą widziałam, nawet ta największa, nie jest nawet w połowie tak duża jak TO! - Podeszła do w miarę czystej, jednak nieco zielonej, wody i zanurzyła w niej łapy. Chwilę potem zauważyła, że robiąc to spłoszyła niewielką ławicę rybek. - Ojej! Też je widzicie? Są takie małe! Tyciutkie! - pisnęła czując podniecenie na widok zwierzątek.
- Nie dość, że tyciutkie, to jeszcze się nimi nie najesz. To nie jest zdobycz, na którą będziemy polować, Pszczela Łapo. Chodźmy dalej - miauknął Traszkowy Ogon.
- Ale... - wyjąkała młódka, jednak zaraz zamknęła pyszczek widząc nieznoszący sprzeciwu wzrok mistrza. - Idę...
Chwilę potem usłyszała donośny wrzask zapowiadający pojawienie się szylkretowej kotki. Wściekły wyraz pyska i zwężone źrenice oczu nie zapowiadały nic dobrego.
"Tak naprawdę brakowało jej jeszcze śliny toczącej się z pyska i byłby idealny przykład Gromowicza" pomyślała Pszczółka.
- Zajęcza Łapo! Twoja mentora kazała ci chyba z nią iść?! A ty, Traszkowy Ogonie?! Do ciebie też mówiłam. Chodźcie - warknęła nerwowo machając ogonem. - Zapominasz się.
Mentor kotki najeżył się i syknął. Szylkretka nie zwróciła na to jednak uwagi i popychając łapą biednego brata Pszczelej Łapy warczała obelgi w niewiadomą stronę. Gdy młody kocur zrozumiał, że ma zacząć biec, a kotka oddaliła się Traszkowy Ogon zniżył głowę i mruknął kilka nieprzyjemnych słów.
- Właśnie przybyła nasza zastępczyni. Poznaj Spienioną Mordkę. Imię iście adekwatne do charakteru. Chodźmy. Może nie dostaniemy karnego zmniejszenia porcji żywności - mruknął niechętnie i nie czekając na zielonooką ruszył truchtem w stronę obozu Klanu Cienia.
Kotka wyszła z wody znów płosząc rybki, po czym udała się za mistrzem. Do ociekających wodą łap przylepił się piasek, który nieudolnie próbowała strząchnąć w biegu. Po kilku próbach dała za wygraną, jednak nadal krzywiła się przy każdym kroku. Fuj.
Chwilę potem kotka zobaczyła obóz Cienistych, z którego wydobywały się krzyki pełne oburzenia i złości. Czyżby Ogniste Skrzydło już zdążyła powiadomić wszystkich o incydencie z Lisim Sercem? Najwyraźniej tak.
- Upadająca Gwiazdo! Klan Gromu coraz śmielej przekracza nasze granice, a ty to ignorujesz! - krzyknęła Spieniona Mordka, gdy tylko Pszczółka weszła do obozu. -
Jeśli nie wierzysz wojownikom mojej krwi może zaufasz terminatorom,
którzy niedawno przybyli! Idealny kociak stoi przed tobą, widzisz? -
Kocica machnęła ogonem w stronę zdezorientowanego Zająca, jednocześnie
cały czas patrząc w oczy przywódczyni. - Dalej kociaku. Mów.
- No... no więc... - zająknął się Szarak, po czym trzepną nerwowo ogonem.
- Zajęcza
Łapo, nie potrzeba mi wyjaśnień z twojej strony. A tobie, Spieniona
Mordko radzę uważać na słowa. Własne i te, które ktoś kieruje do ciebie - warknęła. - Mówiłam ci, że wyjaśnimy to na zebraniu. Zebranie uważam za zakończone. Rozejdźcie się. - Machnęła ogonem, po czym zeszła ze skały i podeszła do Spienionej Mordki.
- Traszkowy Ogonie, Pszczela Łapo. Chcę z wami pomówić - miauknęła, po czym weszła do małej nory znajdującej się niedaleko Wysokiego Kamienia.
Kotka spojrzała niepewnie na mistrza. Szary kocur pokiwał głową, po czym ruszył dumnym krokiem w stronę legowiska przywódczyni, a terminatorka za nim.
Jeszcze nigdy nie była w tak dziwnym miejscu, jak to. Ze sklepienia wystawały korzonki, a ziemia była zimna, trochę wilgotna. W kącie leżało posłanie z mchu i piórek. Prawie jak normalne legowisko, tylko, że pełne błota i robaków.
- Traszkowy Ogonie, dobrze wiesz, że Spieniona Mordka jest najbardziej terytorialnym kotem w Klanie... Często traktuje zwykłe przekroczenia granicy choćby jedną łapą, jako celowe. Sądzi, że to atak na naszych wojowników i na naszą dumę. Dlatego chciałabym się dowiedzieć... Czy Lisie Serce naprawdę przeszedł na nasze terytorium? - zapytała zmęczonym tonem. Gdy wojownik pokiwał głową kontynuowała swoją wypowiedź:
- Znam Lisie Serce i wiem, że jest to jeden z najbardziej pokojowych kotów z Gromu. Jeśli celowo przekroczył naszą granicę, to w jego Klanie naprawdę musi się źle dziać. Albo Gawronia Gwiazda jest tak dobrym dyplomatą i ma niesamowity dar przekonywania, albo robaki namieszały w ich umysłach - westchnęła. - Pamiętacie Dzwonkową Łapę? Zdecydowanie nie był świadom swoich czynów. Widziałam wielkie niezrozumienie i zdezorientowanie w jego martwych oczach. Moje obawy potwierdził też Lodowe Cięcie. Jest bardzo dobrym medykiem, nie mam powodów by mu nie ufać.
Pszczela Łapa machnęła ogonem. Czemu to wszystko było takie dziwne i skomplikowane...? A może to ona była tak głupia i niedoświadczona, że nie widziała prostych znaków? A może problem leży na wyciągnięcie łapy, tylko szuka za głęboko?
- Upadająca Gwiazdo? A może po prostu brakuje im zwierzyny? - zapytała nieśmiało.
- Nie, Pszczela Łapo. To wykluczone. Jest środek pory zielonych liści, wszędzie jest pełno zwierzyny. Klan Gromu dzieli z nami ten sam las, to nie możliwe, żeby nagle wszystkie myszy i ptaki uciekły do naszej części - miauknął zamyślonym głosem Traszkowy Ogon. - Idź do Zajęczej Łapy, macie odwołany trening.
Piaskowa posłusznie wyszła z nory mrużąc oczy i wyciągając pyszczek w stronę słońca. To sprawa dla mądrzejszych kotów, powinna przestać nad tym myśleć.
- Traszkowy Ogonie, Pszczela Łapo. Chcę z wami pomówić - miauknęła, po czym weszła do małej nory znajdującej się niedaleko Wysokiego Kamienia.
Kotka spojrzała niepewnie na mistrza. Szary kocur pokiwał głową, po czym ruszył dumnym krokiem w stronę legowiska przywódczyni, a terminatorka za nim.
Jeszcze nigdy nie była w tak dziwnym miejscu, jak to. Ze sklepienia wystawały korzonki, a ziemia była zimna, trochę wilgotna. W kącie leżało posłanie z mchu i piórek. Prawie jak normalne legowisko, tylko, że pełne błota i robaków.
- Traszkowy Ogonie, dobrze wiesz, że Spieniona Mordka jest najbardziej terytorialnym kotem w Klanie... Często traktuje zwykłe przekroczenia granicy choćby jedną łapą, jako celowe. Sądzi, że to atak na naszych wojowników i na naszą dumę. Dlatego chciałabym się dowiedzieć... Czy Lisie Serce naprawdę przeszedł na nasze terytorium? - zapytała zmęczonym tonem. Gdy wojownik pokiwał głową kontynuowała swoją wypowiedź:
- Znam Lisie Serce i wiem, że jest to jeden z najbardziej pokojowych kotów z Gromu. Jeśli celowo przekroczył naszą granicę, to w jego Klanie naprawdę musi się źle dziać. Albo Gawronia Gwiazda jest tak dobrym dyplomatą i ma niesamowity dar przekonywania, albo robaki namieszały w ich umysłach - westchnęła. - Pamiętacie Dzwonkową Łapę? Zdecydowanie nie był świadom swoich czynów. Widziałam wielkie niezrozumienie i zdezorientowanie w jego martwych oczach. Moje obawy potwierdził też Lodowe Cięcie. Jest bardzo dobrym medykiem, nie mam powodów by mu nie ufać.
Pszczela Łapa machnęła ogonem. Czemu to wszystko było takie dziwne i skomplikowane...? A może to ona była tak głupia i niedoświadczona, że nie widziała prostych znaków? A może problem leży na wyciągnięcie łapy, tylko szuka za głęboko?
- Upadająca Gwiazdo? A może po prostu brakuje im zwierzyny? - zapytała nieśmiało.
- Nie, Pszczela Łapo. To wykluczone. Jest środek pory zielonych liści, wszędzie jest pełno zwierzyny. Klan Gromu dzieli z nami ten sam las, to nie możliwe, żeby nagle wszystkie myszy i ptaki uciekły do naszej części - miauknął zamyślonym głosem Traszkowy Ogon. - Idź do Zajęczej Łapy, macie odwołany trening.
Piaskowa posłusznie wyszła z nory mrużąc oczy i wyciągając pyszczek w stronę słońca. To sprawa dla mądrzejszych kotów, powinna przestać nad tym myśleć.
---
A więc drugi rozdział! Pisany nieco na siłę, więc koniec może wydawać się trochę nijaki, ale dobrze, że chociaż jest! Co wydarzy się na zebraniu Klanów? Już niedługo! :D
~Burzyk