sobota, 24 września 2016

Drugie brzęczenie

Ogniste Skrzydło i Traszkowy Ogon odwrócili się, rzucając w stronę swoich terminatorów przeciągłe spojrzenie. Mistrz Pszczółki patrzył na nią ze współczuciem, natomiast nauczycielka Zająca świdrowała go rozczarowanym wzrokiem.
- Tak, jak mówiłem, Pszczela Łapo. Klan Gromu jest agresywny i nieobliczalny, pełen egoistycznych i zbyt dumnych kotów. Tylko dlatego, że kiedyś mieli w swoich szeregach legendarnego Ognistą Gwiazdę - westchnął starszy kocur. - A Klan Cienia traktują najgorzej. Zgadniesz dlaczego? To proste.
- Tygrysia Gwiazda? Ale... Przecież on wcześniej był Gromowiczem! - krzyknęła zdumiona kotka.
- Właśnie! Powinni lepiej wychowywać swoich, tak, żeby ich kociaki nigdy ich nie zdradzały! Ich małe, Gromowe móżdżki wolą zwalić winę na kogoś, niż przyznać się do błędu! - Warknęła Ogniste Skrzydło. - Mówiłam, idziemy! Nie ma czasu do stracenia, musimy coś z nimi zrobić. - Splunęła i pobiegła sprintem w stronę Obozu. Traszkowy Ogon odprowadził ją smutnym wzrokiem, po czym westchnął ciężko.
- Poprzednim razem też się tak zaczęło. Tylko wtedy Grzmiąca Gwiazda o niczym nie wiedział, a po uświadomieniu go, jak rozpuścił swój Klan zdławił tą całą małą rebelię. Ale w końcu i on musiał umrzeć. Teraz Modra Gwiazda zajął jego miejsce, znów się zaczęło. Tylko tym razem ich Dowódca popiera wypady na nasz teren... - miauknął zrezygnowanym tonem. - Trafił ci się dobry, ale porywczy i wymagający mentor, Zajęcza Łapo. Zdecydowanie nigdy nie osiągniesz pełni wymagań Ognistego Skrzydła. Żaden jej terminator nie osiągnął. Chodźmy. Wciąż musimy obejść terytorium, a teraz bardzo się wam to przyda. Niedaleko zaczyna się jezioro. Coś jak duża kałuża.
Szary kocur machnął ogonem w przyjacielskim geście i szybkim truchtem ruszył naprzód. Kotka i jej, nieco urażony słowami mentora Pszczółki, brat popędzili za nim dziarskim krokiem. Chwilę później ukazał im się wielką, wielką, jak to nazwał ją Traszkowy Ogon, kałużę.
- Oh! - krzyknęła cicho Pszczela Łapa widząc tyle wody w jednym miejscu. - To nie jest MAŁE! Żadna kałuża, którą widziałam, nawet ta największa, nie jest nawet w połowie tak duża jak TO! - Podeszła do w miarę czystej, jednak nieco zielonej, wody i zanurzyła w niej łapy. Chwilę potem zauważyła, że robiąc to spłoszyła niewielką ławicę rybek. - Ojej! Też je widzicie? Są takie małe! Tyciutkie! - pisnęła czując podniecenie na widok zwierzątek.
- Nie dość, że tyciutkie, to jeszcze się nimi nie najesz. To nie jest zdobycz, na którą będziemy polować, Pszczela Łapo. Chodźmy dalej - miauknął Traszkowy Ogon.
 - Ale... - wyjąkała młódka, jednak zaraz zamknęła pyszczek widząc nieznoszący sprzeciwu wzrok mistrza. - Idę...
Chwilę potem usłyszała donośny wrzask zapowiadający pojawienie się szylkretowej kotki. Wściekły wyraz pyska i zwężone źrenice oczu nie zapowiadały nic dobrego.
"Tak naprawdę brakowało jej jeszcze śliny toczącej się z pyska i byłby idealny przykład Gromowicza" pomyślała Pszczółka.
 - Zajęcza Łapo! Twoja mentora kazała ci chyba z nią iść?! A ty, Traszkowy Ogonie?! Do ciebie też mówiłam. Chodźcie - warknęła nerwowo machając ogonem. - Zapominasz się.
Mentor kotki najeżył się i syknął. Szylkretka nie zwróciła na to jednak uwagi i popychając łapą biednego brata Pszczelej Łapy warczała obelgi w niewiadomą stronę. Gdy młody kocur zrozumiał, że ma zacząć biec, a kotka oddaliła się Traszkowy Ogon zniżył głowę i mruknął kilka nieprzyjemnych słów.
 - Właśnie przybyła nasza zastępczyni. Poznaj Spienioną Mordkę. Imię iście adekwatne do charakteru. Chodźmy. Może nie dostaniemy karnego zmniejszenia porcji żywności - mruknął niechętnie i nie czekając na zielonooką ruszył truchtem w stronę obozu Klanu Cienia.
Kotka wyszła z wody znów płosząc rybki, po czym udała się za mistrzem. Do ociekających wodą łap przylepił się piasek, który nieudolnie próbowała strząchnąć w biegu. Po kilku próbach dała za wygraną, jednak nadal krzywiła się przy każdym kroku. Fuj.
Chwilę potem kotka zobaczyła obóz Cienistych, z którego wydobywały się krzyki pełne oburzenia i złości. Czyżby Ogniste Skrzydło już zdążyła powiadomić wszystkich o incydencie z Lisim Sercem? Najwyraźniej tak.
- Upadająca Gwiazdo! Klan Gromu coraz śmielej przekracza nasze granice, a ty to ignorujesz! - krzyknęła Spieniona Mordka, gdy tylko Pszczółka weszła do obozu. - Jeśli nie wierzysz wojownikom mojej krwi może zaufasz terminatorom, którzy niedawno przybyli! Idealny kociak stoi przed tobą, widzisz? - Kocica machnęła ogonem w stronę zdezorientowanego Zająca, jednocześnie cały czas patrząc w oczy przywódczyni. - Dalej kociaku. Mów.
- No... no więc... - zająknął się Szarak, po czym trzepną nerwowo ogonem.
- Zajęcza Łapo, nie potrzeba mi wyjaśnień z twojej strony. A tobie, Spieniona Mordko radzę uważać na słowa. Własne i te, które ktoś kieruje do ciebie - warknęła. - Mówiłam ci, że wyjaśnimy to na zebraniu. Zebranie uważam za zakończone. Rozejdźcie się. - Machnęła ogonem, po czym zeszła ze skały i podeszła do Spienionej Mordki.
 - Traszkowy Ogonie, Pszczela Łapo. Chcę z wami pomówić - miauknęła, po czym weszła do małej nory znajdującej się niedaleko Wysokiego Kamienia.
Kotka spojrzała niepewnie na mistrza. Szary kocur pokiwał głową, po czym ruszył dumnym krokiem w stronę legowiska przywódczyni, a terminatorka za nim.
Jeszcze nigdy nie była w tak dziwnym miejscu, jak to. Ze sklepienia wystawały korzonki, a ziemia była zimna, trochę wilgotna. W kącie leżało posłanie z mchu i piórek. Prawie jak normalne legowisko, tylko, że pełne błota i robaków.
 - Traszkowy Ogonie, dobrze wiesz, że Spieniona Mordka jest najbardziej terytorialnym kotem w Klanie... Często traktuje zwykłe przekroczenia granicy choćby jedną łapą, jako celowe. Sądzi, że to atak na naszych wojowników i na naszą dumę. Dlatego chciałabym się dowiedzieć... Czy Lisie Serce naprawdę przeszedł na nasze terytorium? - zapytała zmęczonym tonem. Gdy wojownik pokiwał głową kontynuowała swoją wypowiedź:
 - Znam Lisie Serce i wiem, że jest to jeden z najbardziej pokojowych kotów z Gromu. Jeśli celowo przekroczył naszą granicę, to w jego Klanie naprawdę musi się źle dziać. Albo Gawronia Gwiazda jest tak dobrym dyplomatą i ma niesamowity dar przekonywania, albo robaki namieszały w ich umysłach - westchnęła. - Pamiętacie Dzwonkową Łapę? Zdecydowanie nie był świadom swoich czynów. Widziałam wielkie niezrozumienie i zdezorientowanie w jego martwych oczach. Moje obawy potwierdził też Lodowe Cięcie. Jest bardzo dobrym medykiem, nie mam powodów by mu nie ufać.
Pszczela Łapa machnęła ogonem. Czemu to wszystko było takie dziwne i skomplikowane...? A może to ona była tak głupia i niedoświadczona, że nie widziała prostych znaków? A może problem leży na wyciągnięcie łapy, tylko szuka za głęboko?
 - Upadająca Gwiazdo? A może po prostu brakuje im zwierzyny? - zapytała nieśmiało.
 - Nie, Pszczela Łapo. To wykluczone. Jest środek pory zielonych liści, wszędzie jest pełno zwierzyny. Klan Gromu dzieli z nami ten sam las, to nie możliwe, żeby nagle wszystkie myszy i ptaki uciekły do naszej części - miauknął zamyślonym głosem Traszkowy Ogon. - Idź do Zajęczej Łapy, macie odwołany trening.
Piaskowa posłusznie wyszła z nory mrużąc oczy i wyciągając pyszczek w stronę słońca. To sprawa dla mądrzejszych kotów, powinna przestać nad tym myśleć.
---
A więc drugi rozdział! Pisany nieco na siłę, więc koniec może wydawać się trochę nijaki, ale dobrze, że chociaż jest! Co wydarzy się na zebraniu Klanów? Już niedługo! :D
~Burzyk

piątek, 23 września 2016

Pierwsze brzęczenie

   Pszczela Łapa w kilku długich susach dogoniła Traszkowego Ogona. Szary kocur wyprzedził ją o kilka długości lisiego ogona, gdy ta starała się upolować swoją pierwszą zdobycz. Bezskutecznie. Motyl, który zapuścił się wyjątkowo daleko w las poderwał się uderzenie serca wcześniej, niż zaatakowała go piaskowa kotka, która rozczarowana trzepnęła ogonem.
   Pszczółka wyrównała swój krok z krokiem mentora i pomiędzy głośnymi wdechami i wydechami zadawała mu pytania.
– Gdzie teraz idziemy? Na granicę z innym Klanem? Mama mi mówiła, że są cztery, ale ja myślę, że jest ich pięć. Bo jeszcze Gwiezdny Klan, prawda? Czy będę mogła pójść na następne Zgromadzenie? A moi bracia? To chyba ciekawe, być na takim Zgromadzeniu? A... – nie dokończyła następnego pytania, ponieważ Traszkowy Ogon, przytłoczony już nieco ilością słów, które wydobywały się z pyszczka kotki, przerwał odpowiadając na nie po kolei.
– Tak, idziemy na granicę z Klanem Gromu*. Upadająca Gwiazda powiedziała, aby podwoić patrole, które pilnują tej granicy, Gromiacy coraz mniej ukrywają się z przechodzeniem na te tereny. Co do ilości Klanów, starsi opowiadają, że jest ich sześć, wliczając w to Gwiezdnych. Ale to później. Zgromadzenie, mówisz... Każdy świeżo mianowany uczeń przychodzi na najwcześniej odbywające się zgromadzenie, a w twoim przypadku będzie to... Za dwa wschody słońca? Chyba tak. W każdym razie, masz szczęście. Ja musiałem czekać cały księżyc. – Miauknął zwalniając krok.
   Dwa koty dotarły do Grzmiącej Ścieżki dwunogów, która już niedługo zostanie coraz częściej odwiedzana przez potwory Dwunogów oraz samych Bezwłosych. Na razie było w miarę spokojnie - szutrowa droga była używana w tym sezonie tylko kilka razy, przynajmniej według Cienistych patroli.
– Wojownicy mają dziś mniej zadań, dzięki nam. Terminatorzy i ich mentorzy odbywają za nich popołudniowe i wieczorne patrole. Niedługo powinien dołączyć do nas jeden z twoich braci, podczas gdy dwóch kolejnych przejdzie granice przeciwną stroną. – Wyjaśnił kocur. Właśnie wtedy, jak na komendę zza krzaków wybiegły dwa koty. Jeden z nich był wyjątkowo wysoki, a jego białe futro było poprzecinane nieco ciemniejszymi, szarymi pręgami. Drugi był niski, miał jasną, szylkretową sierść.
   Zajęcza Łapa i Ogniste Skrzydło! pomyślała z zadowoleniem. Podbiegła do wyższego kocurka i potarła o niego głową, a ten odwzajemnił jej gest. Tak naprawdę to musiał, w końcu to jej brat!
 – Hej, Szarak! Witaj, Ogniste Skrzydło. - Przywitała się grzecznie wracając na miejsce obok Traszkowego Ogona. Denerwowały ją koty, które nie były grzeczne wobec starszych. To niemądre! Przecież one żyły o wiele dłużej i wiedzą o wiele więcej.
 – Witaj, Pszczela Łapo. - Odmiauknęła Ogniste Skrzydło i ze zbolałą miną spojrzała na mentora kotki, po czym pochyliła głowę w geście przywitania. – Traszkowy Ogonie. Powiesz mi może, czemu Upadająca Gwiazda zawsze daje mi uczniów wyższych ode mnie? To troszkę niesprawiedliwe.
   Kocur uśmiechnął się na to i odwzajemnił powitanie szylkretki. Porzucił zamiar powstrzymywania się przed niegrzeczną, aczkolwiek przyjacielską odpowiedzią i machnął ogonem.
 – Bo jeszcze się taki kot nie urodził, Ogniste Skrzydło. Chodźmy pokazać naszym nowym terminatorom włości naszego Klanu.
   Kocica prychnęła i ruszyła kłusem przed siebie. Starszy kocur poczekał kilka chwil, po czym do niej dołączył, jednak dwoje małych, ciekawych świata kociaków wciąż siedziało na szutrowej drodze wpatrując się w swoich mentorów jak w jeża ze skrzydłami.
 – Kto pierwszy, ten bierze większą zdobycz ze stosu! – zaproponowała Pszczela Łapa podnosząc się. Nie czekając na osłupiałego brata wystrzeliła w kierunku Traszkowego Ogona.
    Starała się nie przejmować tym, że drobne kamyczki kuły ją w delikatne, jeszcze, poduszki łap. Zamknęła oczy rozkoszując się zimnym powiewem wiatru, który rozwiewał jej kremowe futerko. W Porę Zielonych Liści zawsze było ciepło (a przynajmniej tak słyszała), jednak nawet cienka, rzadka sierść kotki nie chroniła jej przed nieznośnym gorącem.
   Gdy otworzyła oczy ze zdumieniem stwierdziła, że jej, zwykle dość powolny, brat ją przegonił. Ze wszystkich, naznaczonych nadzieją i desperacją, sił starała się wyprzedzić Szaraka, który z pewnością wolałby, żeby nazywała go Zajęczą Łapą.
 – Wygrałem! – Zawołał podbiegając do Ognistego Skrzydła. Kotka zwolniła i dołączyła do trójki kotów.
 – Tylko dziś... Jutro nie masz szans. – Burknęła strosząc sierść.
 – Nie tylko Zajęcza Łapa nie ma szans. My również, jeśli chodzi o polowanie. Swoim nieostrożnym zachowaniem spłoszyliście każdą mysz i każdego ptaka w najbliższej okolicy. – Skarciła ich mentorka Szaraka.
 – Wasza Cienista mentorka ma rację. Klan Gromu nie może tolerować celowego płoszenia zwierzyny z naszych terenów, pomiocie Tygrysiej Gwiazdy! – Nagle z krzaków wyszedł potężny kot, który swoim wyglądem odstraszyłby niejednego psa. Wypluł słowa z pogardą, a jego wzrok mówił, że ego, które w sobie nosił z pewnością była większe niż mądrość.
 – Lisie Serce! Dobrze wiesz, że te dwa kociaki dopiero co wyszły ze żłobka, a wasi ucznio... – Zaczęła Ogniste Skrzydło strosząc sierść.
 – W takim razie dlaczego nie nauczyliście ich, że zwierzyny Klanu Gromu się NIE PŁOSZY?! - warknął wielki kocur unosząc się na palcach i unosząc srebrzystą sierść na karku. – A nasi terminatorzy nie mają nic wspólnego z tymi... z tymi przeklętymi pieszczoszkami, które trzymacie w kociarni! Upadająca Gwiazda powinna się jak najszybciej dowiedzieć o tym, co wyprawiają wasze wypłosze! Żądam delegacji do waszego Dowódcy. – Miauknął tonem nieznoszącym sprzeciwu.
   Pszczela Łapa wytrzeszczyła oczy słuchając herezji wielkiego wojownika. Czemu Klan Gromu jest taki nietykalny?! Był jakiś lepszy? Mocniejszy?
 – Lisie Serce wracaj na swoje terytorium! Przekroczyłeś już niejedną granicę taktu i właściwego zachowania, ale tego jest za dużo! Upadająca Gwiazda ma się dowiedzieć co robimy MY?! Może w takim razie TY przekażesz Gawroniej Gwieździe, że jej terminatorzy pozwalają sobie na zbyt wiele! Wiesz, jak zginął Dzwonkowa Łapa?! Próbując zabić jednego z nas, przy naszym Obozie! Wracaj na swój teren, pyszałku, albo pożałujesz, że się w ogóle urodziłeś! – Syknął Traszkowy Ogon napinając mięśnie.
   Lisie Serce warknął w odpowiedzi i nerwowo zaczął ruszać ogonem.
 Cztery koty, z czego dwa to niedoświadczone mysie móżdżki, a dwa to szanowani wojownicy. Pomyślał oceniając sytuację.
 – Następnym razem, pomiocie Tygrysiej Gwiazdy. – Warknął kłapiąc zębami w stronę Pszczółki. – Następnym razem, pomiocie Tygrysiej Gwiazdy nie będę się wahał. Przybędą inni.
   Odwrócił się i dumnym krokiem wszedł na terytorium własnego, Gromowego Klanu, zostawiając za sobą zapach gniewu.
 – Chodźmy do obozu. Wasi bracia z pewnością dadzą sobie radę sami. – Powiedziała sztywno Ogniste Skrzydło.
---
Kopiowania Brzęków z Wattpada ciąg dalszy! Poza tym, wiedziałeś, że przestałam lubić Klan Gromu? Cień jest lepszy, bo zawsze dostawał po, przepraszam, dupie. Co to oznacza? Tak naprawdę nic, ale... #TEAMCIEŃ! 
~Burzyk

Próby brzęczenia

   Światło wschodzącego słońca powoli budziło swoimi promieniami tereny Czterech Klanów, a wraz z nimi ich mieszkańców. Wiele ptaków, które zostały zbudzone nieco wcześniej zaczynało poranne śpiewy, małe zwierzątka znów rozpoczynało poszukiwanie pożywienia, a koty wychodziły z najróżniejszych dziur, by przygotować się do codziennego przetrwania. Albo tak jak Pszczela Łapa mogły bez skrępowanie wchodzić do legowiska wojowników i z ekscytacją patrzyć na swojego nowego mistrza, Traszkowego Ogona.
   Był to niski, zwinny kocur o dymnej, krótkiej sierści, nieco dłuższej na grzbiecie, która na brzuchu i od wewnętrznej stronie łap oraz ogona przechodziła w jasną szarość. Prócz tego jego futerko pokryte było ciemniejszymi cętkami. Kotka nie zapamiętała koloru jego oczu, ponieważ, powiedzmy sobie szczerze, na ceremonii nadania jej nowej rangi była zbyt podekscytowana. Słyszała, że był kiedyś mentorem Trzcinowej Łapy, córki Upadającej Gwiazdy, która zmarła niedługo przez nadaniem jej rangi wojownika. 
   Ona sama nie była jakaś szczególna. Zrodzona z pierwszego miotu Czarnej Bryzy, która na przekór losowi była biała, oraz Czerwonego Pyska, którego imię idealnie pasowało do jego ognistorudej sierści, którą przecinały ciemniejsze pręgi. Miała trzech braci i tylko braci.  W dodatku wszyscy byli spokojni i kierowali się raczej umysłem, podczas gdy mała, samotna Pszczółka była dosłownie wszędzie, kierując się emocjami. Fakt, to ją wyróżniało na tle miotu, jednak jak każde kocię z jej miotu miała jasne, rzadkie i długie futerko oraz zielone oczy. W jej przypadku był to biszkoptowy odcień poprzecinany nieco ciemniejszymi pręgami.
Szczęśliwie nie musiała się już rozwodzić nad swoją płaskością na tle Klanu, bo niski wojownik właśnie wybudził się ze snu. Zaślepiona własnymi myślami nie zauważyła, jak jej mentor przeciąga się i siada naprzeciwko niej zaczynając poranną toaletę.
- Witaj, Pszczela Łapo. - Miauknął głębokim głosem. - Co cię tu sprowadza? Tak spieszy ci się zacząć trening? A może nie chcesz dać szans swoim braciom na szybsze zostanie wojownikiem? - Kontynuował rozbawionym głosem. 
   Ah, tak. Pszczółka za żadne skarby świata nie dałaby ukończyć swojemu rodzeństwu treningu na wojownika szybciej, niż ona. Ależ  to byłby wstyd! Opowiadała już o tym Traszkowemu Ogonowi, gdy była kociakiem, jednak widocznie nie był ona tak zajęty, jak to wydawało się kotce wcześniej.
- Tak, Traszkowy Ogonie, chciałabym jak najszybciej rozpocząć trening. Oraz nie, Traszkowy Ogonie, jestem pewna, że nadal to ja zostanę wojownikiem pierwsza, niezależnie od szybkości treningu. - Odpowiedziała szybko, wpatrując się w pysk mistrza. Oh, oczywiście, jak mogła zapomnieć? Jego oczy są niebieskie.
   Kocur przerwał toaletę i spojrzał na uczennicę ze zdziwieniem wymalowanym na pyszczku.
- Nadal nie porzuciłaś tego pomysłu? Więc chodźmy! - Zaśmiał się i wstał podążając do wyjścia z Obozu Cienistych ciągnąc za sobą ogon w postaci małej, piaskowej kotki.
---
A więc mamy kontynuację nieskończonych Kluczy do lasu! HURA! Tak dużo oklasków, tak dużo pisków! Brzęczące Słowa są powiązane z KdL, jednak można je czytać oddzielnie, więc jeśli wcześniej czytałeś (będę się zwracać w 2.os. formie męskiej, bo CZŁOWIEK) wcześniejszą część, nawet jeśli nie była dokończona, to nic się nie stało. Mam nadzieję, że starzy czytelnicy (nowych też zapraszam) jakimś cudem tu trafią... Nie oczekujmy cudów, prawdopodobnie wszyscy się na mnie obrazili!
~Burzyk