Światło wschodzącego
słońca powoli budziło swoimi promieniami tereny Czterech Klanów, a wraz z
nimi ich mieszkańców. Wiele ptaków, które zostały zbudzone nieco
wcześniej zaczynało poranne śpiewy, małe zwierzątka znów rozpoczynało
poszukiwanie pożywienia, a koty wychodziły z najróżniejszych dziur, by
przygotować się do codziennego przetrwania. Albo tak jak Pszczela Łapa
mogły bez skrępowanie wchodzić do legowiska wojowników i z ekscytacją
patrzyć na swojego nowego mistrza, Traszkowego Ogona.
Był to niski, zwinny
kocur o dymnej, krótkiej sierści, nieco dłuższej na grzbiecie, która na
brzuchu i od wewnętrznej stronie łap oraz ogona przechodziła w jasną
szarość. Prócz tego jego futerko pokryte było ciemniejszymi cętkami.
Kotka nie zapamiętała koloru jego oczu, ponieważ, powiedzmy sobie
szczerze, na ceremonii nadania jej nowej rangi była zbyt podekscytowana.
Słyszała, że był kiedyś mentorem Trzcinowej Łapy, córki Upadającej
Gwiazdy, która zmarła niedługo przez nadaniem jej rangi wojownika.
Ona sama nie była jakaś
szczególna. Zrodzona z pierwszego miotu Czarnej Bryzy, która na przekór
losowi była biała, oraz Czerwonego Pyska, którego imię idealnie pasowało
do jego ognistorudej sierści, którą przecinały ciemniejsze pręgi. Miała
trzech braci i tylko braci. W dodatku wszyscy byli spokojni i
kierowali się raczej umysłem, podczas gdy mała, samotna Pszczółka była
dosłownie wszędzie, kierując się emocjami. Fakt, to ją wyróżniało na tle
miotu, jednak jak każde kocię z jej miotu miała jasne, rzadkie i długie
futerko oraz zielone oczy. W jej przypadku był to biszkoptowy odcień
poprzecinany nieco ciemniejszymi pręgami.
Szczęśliwie nie musiała
się już rozwodzić nad swoją płaskością na tle Klanu, bo niski wojownik
właśnie wybudził się ze snu. Zaślepiona własnymi myślami nie zauważyła,
jak jej mentor przeciąga się i siada naprzeciwko niej zaczynając poranną
toaletę.
- Witaj, Pszczela Łapo. - Miauknął głębokim głosem. - Co
cię tu sprowadza? Tak spieszy ci się zacząć trening? A może nie chcesz
dać szans swoim braciom na szybsze zostanie wojownikiem? - Kontynuował rozbawionym głosem.
Ah, tak. Pszczółka za
żadne skarby świata nie dałaby ukończyć swojemu rodzeństwu treningu na
wojownika szybciej, niż ona. Ależ to byłby wstyd! Opowiadała już o tym
Traszkowemu Ogonowi, gdy była kociakiem, jednak widocznie nie był ona
tak zajęty, jak to wydawało się kotce wcześniej.
- Tak, Traszkowy
Ogonie, chciałabym jak najszybciej rozpocząć trening. Oraz nie,
Traszkowy Ogonie, jestem pewna, że nadal to ja zostanę wojownikiem
pierwsza, niezależnie od szybkości treningu. - Odpowiedziała szybko, wpatrując się w pysk mistrza. Oh, oczywiście, jak mogła zapomnieć? Jego oczy są niebieskie.
Kocur przerwał toaletę i spojrzał na uczennicę ze zdziwieniem wymalowanym na pyszczku.
- Nadal nie porzuciłaś tego pomysłu? Więc chodźmy! - Zaśmiał się i wstał podążając do wyjścia z Obozu Cienistych ciągnąc za sobą ogon w postaci małej, piaskowej kotki.
---
A więc mamy kontynuację nieskończonych Kluczy do lasu! HURA! Tak dużo oklasków, tak dużo pisków! Brzęczące Słowa są powiązane z KdL, jednak można je czytać oddzielnie, więc jeśli wcześniej czytałeś (będę się zwracać w 2.os. formie męskiej, bo CZŁOWIEK) wcześniejszą część, nawet jeśli nie była dokończona, to nic się nie stało. Mam nadzieję, że starzy czytelnicy (nowych też zapraszam) jakimś cudem tu trafią... Nie oczekujmy cudów, prawdopodobnie wszyscy się na mnie obrazili!
~Burzyk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz