›akcja rozgrywa się przed "Firestar's Quest"‹
Czarno-biały kot z
lekkim trudem wdrapał się na drewniane ogrodzenie swojego domu. Usiadł
wygodnie, o ile było to w ogóle możliwe na czymś tak wąskim, jak jego
płot, i nastroszył futro, zapobiegając zbyt szybkiemu marznięciu. Było
już dosyć ciemno i zimno, jednak nie na tyle, by jego państwo
postanowili, że go nie wypuszczą.
Zmrużył swoje złote oczy
i okręcił łapy ogonem, w oczekiwaniu na swojego dawnego przyjaciela. Od
czasów dzieciństwa widział go tylko raz, w dodatku w niewielkim
odstępie czasowym od jego odejścia. Co prawda jego miejsce zastąpił inny
kot, niezwykle do niego podobny (swoją drogą miał nawet takie samo
imię), ale nic nie mogło zastąpić mu jego pierwszego kumpla z ogrodu
obok.
"Najwidoczniej Henryk
miał rację - dzikie koty ostrzą sobie pazury na kościach. Teraz nie
tylko na zwierzęcych, ale i na tych rdzawych" pomyślał kocur. Wzdrygnął
się i wykrzywił pyszczek w grymasie grozy, czując jak chłód strasznych
myśli przeszywa jego ciało. "Ale będę dobrej myśli. Może to tylko moja
wyobraźnia...?" dodał na pocieszenie samego siebie.
"Ano właśnie. Czemu on w
ogóle to zrobił? Czemu mnie opuścił? Czy byłem dla niego złym
przyjacielem? Albo po prostu był... (uh, znaczy się jest) samolubem?
Egoistą, który myśli o sobie?". Czarno-biały szybko odrzucił tą myśl,
starając zrzucić winę na samego siebie. "Nie, nie. To moja wina. Pewnie
to przez to, że nie słuchałem gdy mówił o lesie. Mogłem starać się
podzielać jego pasję, tak jak on moje... (co z tego, że moją jedyną
pasją było i jest jedzenie?) albo był samolubem. Chociaż w sumie...
gdybym prosił dłużej, żeby został ze mną zapewne spełniłby moją prośbę.
Pamiętam, że miał takie śmieszne ogniki zawziętości w oczach... ogniki
zawziętości. Zostawiłby mnie mimo to. Samolub, od siedmiu boleści!"
skrzywił się delikatnie i jeszcze mocniej nastroszył czarno-białe futro
na karku. To zdecydowanie nie było miłe z jego strony! Żeby tak go
zostawić?
Kocur zmrużył oczy
jeszcze mocniej, jakby starał się przebić gęstą ścinę drzew, aż do
miejsca, w którym teraz mógł podziewać się jego dawny przyjaciel, lub,
jak kto woli, kupka jego kości, zniszczona od ciągłego ostrzenia o nie
pazurów. Zapewne robi teraz coś ważnego. Przykładowo bezsensownie walczy
ze swoimi równie bezsensownymi wrogami z innej bezsensownej
społeczności. "KLANY". Phi!
Łaciaty kot powoli wstał
i balansując wszedł na ogrodzenie sąsiedniego ogrodu. Tego, który
kiedyś należał do Rdzawego, a teraz także należy do Rdzawego, jednak
nieco innego. Ten był zdecydowanie fajniejszy. Przynajmniej nie
opuszczał nikogo dla lasu!
Kocur zeskoczył z płotu z
gracją kuli do kręgli, po czym potoczył się do drzwi domu jego nowego
przyjaciela. Przez klapkę dla kotów powoli wyszedł wysoki, smukły
kocurek.
- Cześć, Łatku! -
zaśmiał się i doskoczył do czarno-białego kota, który uśmiechnął się
wesoło i poruszał życzliwie wąsami - Moi państwo sprawili mi dziś nowy
drapak! Pokazałbym ci go, ale wiesz, jak będzie. Wyrzucą cię za drzwi i
jeszcze ciebie nie będą wypuszczać z domu! A ty, Łatku? O czym tak
myślisz? - zapytał przeciągając się. Spojrzał na Łatka zielonymi oczyma,
w których iskrzyła radość i chęć zabawy. Jak u starego Rdzawego, a
właściwie Ognistej Łapy*.
- Miałem kiedyś
przyjaciela, Rdzawy! Był taki jak ty, z charakteru i wyglądu, naprawdę!
Uwierz mi, gdyby ktoś postawił was obok siebie, to za żadną, ale to
żadną piłeczkę na świecie nie potrafiłbym was rozróżnić. Ale jedna rzecz
was różniła: ten dawny przyjaciel miał nietypowe hobby. Rozumiesz?
Podczas gdy inni mają spanie, zabawę ze swoim państwem, hasanie po
cudzych ogrodach, albo choćby kotki, on miał DZIKIE KOTY. - Rudzielec
pokiwał w zaciekawieniu głową. - No, widzisz Rdzawy, ten znajomy dostał
propozycję nie do odrzucenia, mianowicie: mógł odejść do lasu i żyć z
dzikimi kotami, albo zostać pieszczochem. Roztyć się, jak Henryk,
niechspoczywawpokoju, nudzić się i nigdy nie zaznać przygody. Wiesz,
wiódł trudne życie, jak ostatnio go spotkałem to był strasznie chudy!
Jakby nic od czasu ucieczki od ludzi nie jadł!
- Spełniał swoje marzenia? Nie sprzeciwiałeś się? - spytał nieśmiało rudy.
- Trochę się sprzeciwiałem. Wiesz, smutno było bez kogoś do pogadania... - odpowiedział kręcąc lekko głową.
Rdzawy pokiwał łbem, po czym powiedział:
- W sumie to by było
troszkę nie fair z twojej strony, gdybyś jednak go zatrzymał. Tak mi się
wydaje. To w końcu było jego marzenie, prawda? To byłoby samolubne z
twojej strony. Pewnie byłby nieszczęśliwy żyjąc jako pieszczoszek. A co
to za życie, gdy jesteś nieszczęśliwy? - miauknął. Pociągnął nosem
patrząc na zawstydzonego Łatka. Czarno-biały kocur spuścił głowę i
pomachał nerwowo ogonem.
Rdzawy jednak nie musiał być samolubem. To on nim był.
---
Bardzo krótki oneshot, bo czemu by nie?
---
Smużek aka Łatek (swoją
drogą wyszedł mi tutaj na strasznego hipokrytę, prawda?). Czy tylko mi
jest troszkę go szkoda? Niby Ognista Gwiazda był kotem z przepowiedni, a
jak wiadomo przepowiednie muszą się spełniać, ale... Troszkę mi szkoda
Smużka. Mógłby być ciekawą postacią. A co sądzisz TY?
*Przypominam, że Łatek nie wie, że Ognista Łapa awansował na Ogniste Serce i Ognistą Gwiazdę.