byłam pewna, że już to wstawiłam |D
Pszczelą Łapę przeszedł
dreszcz grozy. Więźniem? Ciesz się życiem, dopóki jeszcze je masz? A
więc tak wyglądają potomkowie Ognistej Gwiazdy wobec innych Klanów. Nie
są już najbardziej tolerancyjnymi ze wszystkich kotów. To... okropne!
Jak można stać się tak niegodnym Gwiezdnych w nie więcej niż trzy,
cztery pokolenia?
Kotka przymknęła oczy
czując lekkie szczypanie w oczach, gdy krople krwi spływały jej do oczu.
Oto dzieło synów wielkiego Ognistej Gwiazdy!
- Wstawaj! - zawołał kocur, po czym zdjął z niej łapę i trącił nią w jej łeb. - Idziesz przede mną i nie próbujesz uciec. Nie uda ci się. Tak samo, jak nie uda ci się mnie przekupić, nędzny szpiegu -
wypluł z siebie. Czemu wszyscy Gromowi wojownicy kierowali się w jej
stronę z takim jadem? Jakby nagle zamiast kotów pojawiło się przed nią
stado żmij i starało się ją oślepić plując jej w oczy. Było to niezwykle
irytujące i niemiłe.
Pszczela Łapa podniosła
się z trudem i stęknęła, gdy jej próby prostego stanięcia zostały
brutalnie zniweczone. Jej prawa tylna łapa była obolała, najpewniej
nieco uszkodzona przez niewłaściwe stanięcie na niej.
- Zamknij się i idź!
- syknął wojownik popychając ją do przodu. Kotka wymamrotała coś
niewyraźnie i utykając ruszyła do przodu. Jak na jej pierwszą walkę
poszło jej całkiem umiarkowanie. Żaden z jej braci nie potrafiłby
zatrzymać tak silnych ciosów.
"Głupota! Może to dlatego, że nigdy nie weszliby na teren innego Klanu, mysi móżdżku!" miauknęła rozżalonym tonem w myślach.
Czemu nie posłuchała się
Zająca? Czemu nie została w Obozie, tak, jak ją o to prosił? Była taka
głupia i zaślepiona własnymi sprawami! Tak mocno wierzyła w to, że uda
jej się przekonać Gwiazdę innego Klanu, że zaryzykowała własne życie,
które mogło w każdej chwili się skończyć. A może po prostu odezwała się w
niej chęć przygody, o których z takim zapałem opowiadali jej starsi
członkowie Klanu? Nie widziała wtedy ich konsekwencji: koty te były
pokryte licznymi bliznami, miały powykręcane kończyny, albo cierpiały na
ich brak. Często skarżyły się młodym na bóle stawów, a to, co
dotychczas Pszczoła uważała za zabawne nieporozumienia, stawało się
zwykłym zanikiem słuchu, lub wzroku.
- Nie wlecz się tak. Nie chcesz spotkać zmęczonego Gawroniej Gwiazdy.
- Kotka niemalże poczuła, jak kocur się wzdryga. Czyli czyjeś zwykłe
zmęczenie potrafi przerazić tak groźnego wojownika, jakim był
nieznajomy?
Nim kotka się obejrzała znalazła się w obozie Klanu Gromu. "To niemożliwe! - pomyślała, na przemian mrugając szybko i rozglądając się nieprzytomnym wzrokiem. - Albo ich obóz jest niesamowicie blisko granicy, albo zbyt mocno skupiłam się na bólu".
Szczupły wojownik, który
jej pilnował przywołał do siebie strażnika pilnującego wejścia do obozu
i nerwowym szeptem zaczął mu coś tłumaczyć. Strażnik pokiwał głową i
odszedł do niewielkiej kamiennej jamy, by po chwili wyjść z wysokim
kocurem o lodowo-błękitnych oczach i lśniącym, czarnym futrze.
Majestatyczny kot przywołał do siebie wojownika, z którym walczyła
Pszczoła, a ten niemalże natychmiast znalazł się przy nim.
Strażnik podszedł do terminatorki i prychnął pogardliwie.
- Do tej pory nie powinnaś żyć. Nie wiem, co napadło Wierzbowego Ogona, że przyprowadził cię tutaj. - Popchnął Cienistą łapą i skrzywił się widząc jak utyka. - Coraz gorzej trenują tam uczniów, za czasów mojego terminowania było lepiej - wymamrotał do siebie. Odprowadził ją pod norę, w której kiedyś prawdopodobnie mieszkały borsuki. Była dosyć duża i solidna.
- Medyczko! - zawołał niecierpliwie machając ogonem. - Medyczko! Na Klan Gwiazd, jak można się tak powolnie poruszać! Toż to nawet pieszczoszki szybciej drepcą! -
nie czekając na pojawienie się uzdrowicielki płynnym ruchem wepchnął
tam Pszczelą Łapę, która sturlała się po piaskowym podłożu na sam dół
legowiska.
Biszkoptowa zacisnęła
mocno powieki tłumiąc płacz. Zwinęła się w kłębek i pociągnęła nosem.
Nie do końca rozumiała co właśnie się stało, ale wiedziała, że to na
pewno nie jest dobre ani dla niej, ani dla jej Klanu. Gdyby była chociaż
trochę mądrzejsza... Czemu składała się tylko i wyłącznie z głupoty i
odrobiny szczęścia, która uratowała ją przed utratą wzroku?
- Uspokój się. Na-ten-tych-miast, smarkulo! - usłyszała chrapliwy głos, najprawdopodobniej należący do starszej kotki. -
Że też ta młodzież nie może sobie robić wypraw do, dajmy na to,
jeziora! Wtedy nie byłoby takich kłopotów, od razu by się głupie bachory
potopiły! Usiądź prosto! Podnieś głowę i się nie trzęś. Nie trzęś się,
powiedziałam. Głucha jesteś? - Pszczela Łapa wykonywała polecenia
bez najmniejszego sprzeciwu. Kilka razy nie udało jej się powstrzymać
pociągnięcia nosem, za co od razu dostawała reprymendę od starszej
kocicy.
- A teraz patrz...
Nie, nie, nie otwieraj oczu, to było metaforycznie... i się ucz! Przyda
ci się w przyszłości. Bierzesz nagietek, korzeń albo liście łopianu, bez
różnicy, i korzeń trybuli. Przeżuwasz, wypluwasz i taką papkę nakładasz
na rany. Powinno zniwelować infekcje, ale oczywiście, jak Gwiezdni
mocno wzywają, to nawet dziewięć żyć nie pomoże, bo zabiorą. No. A teraz
masz, zjedz - miauknęła zadowolona medyczka i wepchnęła do pyszczka
Cienistej niezidentyfikowane zioło o gorzkim smaku. Ta przeżuła je
niechętnie powstrzymując krzywienie się pyszczka. Roślina była
niesmaczna i wchodziła pomiędzy zęby. - To rumianek. Dużo rumianku. Powinien pomóc ci się uspokoić.
Pszczela Łapa nagle
przekręciła głowę słysząc głośne pochrapywanie w, jak podejrzewała,
kącie nory. Zapewne uczeń tej medyczki, ewentualnie jakiś pacjent.
- Wypluj zioła i idź spać - mruknęła gromowa kocica. Pszczela Łapa posłusznie wypełniła jej polecenie i położyła się w kącie legowiska.
Ani trochę nie chciała
myśleć o tym co zrobiła. Ani trochę nie chciała myśleć o tym co się
wydarzyło, oraz ani trochę nie chciała myśleć o panice, jaką wzbudzi,
gdy reszta klanu odkryje brak jednego z uczniów. Przyznawanie się do
winy było niezwykle męczące, zwłaszcza, gdy i tak na nic nie ma się
siły.
Ale w końcu będzie
musiała przyznać się do głupoty, jaką popełniła. Kotka obawiała się, że
to "w końcu" uderzy niespodziewanie i z pełną siłą, jak łapa borsuka
spada na bezbronnego kota.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz